Otrzymuj najlepsze newsy i promocje!
Poznajmy się! Odcinek 2 - Ja maruszka

Marta to przede wszystkim spełniona mama czwórki dzieci, szczęśliwa rozpieszczana żona oraz pani pięknego domu w leśnym zaciszu.

- Mam czworo dzieci i wszystkie urodziły się w piątek. Poza najmłodszym, Antosiem. W domu mam „pełen przekrój”, od dwudziestolatka do trzylatka. Gdy mieliśmy dwójkę dzieci, a mój tata w Wigilię przebrał się za Mikołaja, córka powiedziała mu, że chce braciszka lub siostrzyczkę, a on powiedział jej, że dostanie za rok – i za rok urodziła się druga córka. Właśnie kiedy urodziłam dziecko, poczułam się jak kobieta. Uważam, że mam fajną rodzinę i mieszkam w fajnym miejscu.

Jak więc wygląda jej domowe zacisze?

- Zawsze chciałam mieszkać w lesie. Na działce mamy starodrzew. Mnóstwo brzóz i sosen. Wszyscy mówią, że mieszkamy jak w parku. Moje marzenie o takim domu spełniło się, gdy dostaliśmy działkę od rodziców. Sprzedaliśmy mieszkanie w bloku, w którym mieszkaliśmy ponad 10 lat i prawie tyle mieszkamy właśnie w naszym domu. Prawie od A do Z postawiliśmy go sami: ja, mój mąż i mój tata. Sama ciągałam i malowałam deski! Jest w nim naprawdę niewiele rzeczy, których nie zrobiliśmy sami.

Czy sama urządzasz wnętrza?

- Tak, ale nie sugeruję się modą, a tym, co lubię. Podobają mi się klasyczne wnętrza. W moim domu jest dużo zieleni. Odnawiamy z mężem stare meble, które posiadamy np. po dziadkach. Zrobiliśmy też razem toaletkę. Teraz pracujemy nad krzesłami – mąż skleja, a ja maluję i przecieram. Każdy mówi, że w naszym domu jest ciepło i przytulnie. Ja wiem, że dom nigdy nie jest skończonym projektem.

Lubisz pracę nad swoim domem i ogrodem?

- Tak, przede wszystkim nad ogrodem. Zawsze mówię, że idę odpocząć do ogrodu, a w praktyce kopię grządki. Tak właśnie odpoczywam. Kupuję, sadzę, przesadzam, szukam miejsca, znowu przesadzam… W ogrodzie spędzam większość wolnego czasu. To jest moje miejsce na ziemi. Moja oaza spokoju. Hoduję hortensje, róże, lawendę, różne byliny i wiele roślin jednorocznych. Mamy też niewielką plantację borówki oraz sad, ale nim zajmuje się mój mąż. Latem mam pomidory, paprykę, zioła. Lubię wszystko mieć „swoje”. Lubię, kiedy na moim stole jest zrobiony obiad, surówka prosto z ogrodu, a wszędzie pachnie ciastem – tak, jak w rodzinnym domu, u mojej mamy.

Zapytana, czy zmieniłaby coś w swoim życiu, bez większego namysłu odpowiedziała:

- Moje życie jest takie zwyczajne, ale lubię je. Lubię siebie. Często myślę „ktoś ma to czy tamto”, ale czy zamieniłabym się z nim? Nie. To co mam mi wystarczy. Jestem po prostu szczęśliwa.

Zanim Marta trafiła do Kokonków, zajmowała się finansami. Pracowała w urzędzie gminy, w księgowości i w korporacji bankowej. Mówi, że pomimo fajnych ludzi, czuło się presję rywalizacji. Trzeba było mieć dobre wyniki sprzedaży.

Do Kokonków trafiła przypadkiem i zajmowała się tutaj dosłownie wszystkim po trochu. Pracowała nawet chwilkę na produkcji. Nakręciła jedno zamówienie! :) Teraz zajmuje się sprawami kadrowo-administracyjnymi firmy, ale pudło pełne Kokonków nadal stoi pod jej biurkiem. Rękodzieło nie jest jej obce.

- Dziergać nauczyła mnie moja mama. W domu zawsze była maszyna do szycia, przewijało się też szydełko, haft krzyżykowy. Wiele lat nie wracałam do szydełka, ale gdy trafiłam do firmy, od razu zapytałam, czy będziemy produkować własny sznurek, a gdy się go doczekałam… Mam w domu do przerobienia ponad 7,5 TYSIĄCA METRÓW SZNURKA! Lubię z nim pracować, bo robótka szybko przybywa, a wzór jest fajnie widoczny. Robię dywany (teraz na przykład ściegiem „mech”), torebki, koszyki. Marzy mi się taki duży dywan do salonu. Kokonek wydaje mi się wyższą półką, a chusta jeszcze za trudna. Niby pracuję w finansach, ale drzemie we mnie dusza artysty. Trochę szyję, dziergam, robię troszkę decoupage’u, fotografuję. Kiedyś nawet grałam w orkiestrze dętej na saksofonie! Było to za czasów szkoły średniej. Miałam okazję zagrać solówkę 'O Sole Mio. Nie poszłam jednak do szkoły muzycznej.

Kiedy znajduje na to wszystko czas?

- Nie ukrywam, że czasu jest mało, ale gdzieś go kradnę, trochę tu, trochę tu… Marzy mi się jeszcze opanowanie Facebooka i Instagrama, aby móc pochwalić się swoimi pracami, ale nie mam na to czasu, bo wolę siedzieć w ogrodzie.

Dziewczyny, które dzielą z Martą biuro zgodnie mówią – nie ma drugiej takiej! Marta to dobra dusza, która przytuli i pogłaszcze, gdy coś się dzieje. Nasza firmowa mamuśka, która zawsze wesprze dobrym słowem. „Najlepsza Marta na świecie!”. Udzielając nam wywiadu, Marta powiedziała, że gdy poinformowała starszego z synów o tym, że będzie z nami rozmawiać, obiecał, że „jeśli będzie za słodko, to ją zaspamuje!” Nie wierzymy - zaryzykujemy!

Złota myśl Marty?

- „Jutro jest zawsze świeże i wolne od błędów”*, oraz że każdego dnia mam za co dziękować.

Więcej prac Marty znajdziesz na jej Instagramie, który jeszcze raczkuje, ale nic tak nie motywuje do pracy jak kilka serduszek pod zdjęciami! Zapraszamy do polubienia jej profilu „Ja_maruszka”.

*Cytat z „Ani z Zielonego Wzgórza” L. M. Montgomery

do góry
Sklep jest w trybie podglądu
Pokaż pełną wersję strony
Sklep internetowy od home.pl